Dni Samorządu
15-09-2009

Okna możliwości

autor: Monika

Świetną inicjatywą wykazało się muzeum w Yorku (UK), puste wystawy sklepowe - tymczasowo mamy nadzieję - zastępując winylowymi wydrukami prac artystów. Prace pokazane w pustych witrynach to finał konkursu prowadzonego w sieci. Doskonały pomysł wyjścia poza mury muzeum, ożywcze i budujące, tymbardziej że przyczyną jest recesja.


Skomentuj »


20-07-2009

Robotę trzeba robić.

autor: Tomasz Skupienski

Samorząd, jako najbliższy obywatelom ośrodek władzy, powinien załatwiać ich najpilniejsze sprawy. Smutnymi oczami obserwuję więc to co dzieje się w moim rodzinnym mieście Łodzi, gdzie lokalni włodarze owszem, załatwiają sprawy, ale bardziej swoje niż mieszkańców.

Nie sądzę, żeby któryś z nich śledził tego bloga, gdyż po pierwsze ich szanse w Konkursie Innowator oscylują w okolicach zera, przy tendencji spadkowej rzecz jasna, a po drugie w ogóle wyglądają na średnio zainteresowanych tematyką samorządu, z wyjątkiem comiesięcznych płatności z miejskiej kasy. Obserwując pogłębiający się kryzys Łodzi z zazdrością spoglądam na inne polskie miasta. W kilku najbliższych wpisach chciałbym się z Państwem podzielić kilkoma, moim zdaniem najbardziej jaskrawymi, przykładami dobrego zarządzania w samorządzie. Zacznijmy od Rzeszowa i rządzącego miastem prezydenta Ferenca.

more »


Skomentuj »


08-10-2008

Bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów…

autor: Cezary Kazmierczak

Bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, które wprowadzono kilka lat temu to z pewnością krok w dobrym kierunku. Sprawnie sprzedano to społeczeństwu jako skopiowanie skutecznego amerykańskiego modelu lokalnego zarządzania. 

Pięknie, tyle że tak niestety nie jest. Model amerykański - niejednolity zresztą - ale z grubsza i głównie polega na tym, że cała władza opiera się na tzw. konflikcie interesów. more »


Komentarzy [1]


22-09-2008

Warszawska choroba

autor: Cezary Kazmierczak

Jedną z największych plag trapiących Polskę (i Europę) jest przekonanie przytłaczającej większości tutejszych elit o swojej wyższości nad tzw. ludem i święta wiara w to, że elita lepiej wie, co i jak należy zrobić, żeby ów lud był szczęśliwy. Podobne myślenie funkcjonuje w układzie stolica -  „prowincja” i - niestety - oba te poglądy wspaniale się krzyżują i doskonale grają razem, ku nieszczęściu społeczeństwa.

Nie jest to zresztą wymysł dzisiejszy - tradycja jest długa, od średniowiecza. Właściwie jedyne dobro jakie za tego powstało to USA - które właśnie narodziły się z buntu przeciw takiemu rzeczy porządkowi.

 W Polsce (i Europie) jeśli jest jakiś problem i politycy (chroń Dobry Boże) postanowią się nim zająć - przyjmuje się JEDNO rozwiązanie dla całego kraju. Z założenia musi być ono doskonałe, bo (a) zainicjowali je wybrańcy narodu, (b) napisali wybitni profesorowie, (c) omówili wybitni dziennikarze, którzy znają się na dziennikarstwie oraz na tym o czym aktualnie mówią, (d) przepracowały różne komisje „tajne, widne i dwupłciowe”, (e) przegłosowali wybrańcy: posłowie, senatorowie, prezydent… Czy tak tworzone dzieło może mieć jakąkolwiek skazę?

 A Pan Bóg się śmieje… I życie też i na ogół zamiast wielkiej pieśni mamy - mniej lub bardziej żałosne porykiwanie.

Tak też jest z ustawą o samorządach. Opisany Team ABCDE stworzył ustawę, która mówi, że wszędzie w Polsce ma być tak samo. Dlaczego? Dlatego oczywiście, że przecież nikt nie jest w stanie stworzyć czegokolwiek lepszego niż Team ABCDE!

 Właśnie kilka dni temu wróciłem z kraju gdzie panuje nieco inna filozofia - z USA. Tam prawa federalnego jest stosunkowo mało (jak na dzisiejszy świat oczywiście) i większość spraw do rozwiązania zostawia się lokalnym samorządom - stanom, powiatom, miastom. Efekt: jeśli pojawia się jakiś problem jest on rozwiązywany (prawnie) na kilkanaście - kilkadziesiąt - kilkaset różnych sposobów… i rzeczywistość to weryfikuje. Następnie na ogół idzie to już dobrze wypróbowaną metodą przejmowania dobrych praktyk czy benchmarkingu. Zupełnie podobnie jak w biznesie. Po pewnym czasie wiadomo co działa, co nie działa, jakie są skutki uboczne etc. Efekt końcowy zaś to znalezienie po jakimś czasie kilku rozwiązań, które są kopiowane wszędzie i działają!

 Dodatkowo oczywiście działa jeszcze mechanizm konkurencji pomiędzy samorządami.

U nas - tymczasem, mam nadzieję - Team ABCDE w ogóle nie dopuszcza możliwości tego typu rozwiązań, gdyż oczywiście podważałoby to dogmat nieomylności i najwyższego geniuszu. Musi być jak w piosence Jacka Kleyffa o Sejmie: „O jedności w społeczeństwie/ żeby jedność była wszędzie / bo w jedności leży siła / byle tylko jedna była / Jedna świnia, jedna krowa / Jedna dupa, jedna głowa / Teraz będzie głosowanie / siadł i puścił z pyska pianę…”


Skomentuj »


19-09-2008

Rozkwit “Słonecznego Pasa” USA

autor: Blazej Moder

“Słoneczny Pas” to potoczna nazwa dla połudnowej części Stanów Zjednoczonych, ciągnąca się od Florydy przez Georgię, Luizjanę, Teksas, Arizonę i Nevadę aż po Kalifornię. Metropolie ulokowane w “Słonecznym Pasie”, takie jak Atlanta, Las Vegas, Houston i Phoenix stają się obecnie miejscem migracji wielu mieszkańców z obszaru Nowej Anglii i Nowego Jorku. Powodem jest stworzony przez włodarzy tych miast system zachęt w postaci: niskich podatków lokalnych, zadawalającego poziomu szkół, komfortowych warunków logistycznych (czas dojazdu z centrum Houston na przedmieścia wynosi 27! minut) a także niskich cen mieszkań. W w/w miastach można kupić dom za cenę średniej wielkości mieszkania w Nowym Jorku (w którym o dziwo po dziś dzień obowiązuje centralna, a nie rynkowa regulacja cen wynajmowanych mieszkań!). Dzięki temu “Słoneczny Pas” stał się magnesem dla klasy średniej, która od lat jest fundamentem rozwoju amerykańskich metropolii. Odpływ utalentowanych jednostek z centrów biznesowych i finansowych jest nowym zjawiskiem w Stanach Zjednoczonych. Sukces miast “Słonecznego Pasa” opiera się na idei minimalnych podatków i minimalnej ilości regulacji, a przez to stworzenie naturalnych warunków do osiedlania się i prowadzenia działalności gospodarczej.


Skomentuj »


17-08-2008

Dunczycy znów na szczycie

autor: Monika Osinkowska

Dziennik podał badania amerykańskich uczonych, o najbardziej zadowolonych z życia narodów. I znów pierwsze miejsce zajmują Duńczycy. Ciekawe jaka jest zależność między dobrym wzornictwem a zadowoleniem z życia.


Komentarzy [1]